|
< poprzedni | następny >
(mel. trad., sł. M. Gramatyka)
Miliony Irlandczyków wyjechały z wyspy podczas „ziemniaczanej zarazy”. Większość obrała kurs na Stany Zjednoczone. Na nowojorską Ellis Island, śladami Annie Moore, przybywały setki tysięcy mieszkańców Zielonej Wyspy. Budowali nowe życie z dala od „starego” kraju. Wielu z nich w chwilach zadumy sięgało po gitarę i przywoływało dźwięki swojej młodości…
Kiedy Malcolm O’Brien siadał z nami przy barze Kilka nut wystarczyło, by w serca wlał miód Co za moc – Pan Bóg westchnął w jego starej gitarze Jaki spokój roztaczał śpiewem swym – istny cud
Opowiadał O’Brien o zielonych polanach Roztańczonych dziewczętach, o stadach na zboczach gór I choć smutny był dzień, chociaż kraj na kolanach Z zadumaniem i mocą wtórował mu chór
Ref. Jeszcze wezmę gitarę, by zaśpiewać wam pieśń Chociaż ręce me stare, chociaż w duszy mej cień Jeszcze oczy zabłysną ciepłym światłem sprzed lat Gdy o pieśń z mej Irlandii poprosi mnie brat Gdy o song z mej Irlandii poprosi mnie brat
O tych, co walczyli w beznadziejnych powstaniach O tych, którym wolność zamieniono na ból O kobietach, którym los zesłał gorycz rozstania O nadziei, której blask wnet zabłyśnie wśród pól
Chociaż lat upłynęło już dwadzieścia i parę Oceanu bezkresem podzielony mój świat Śpiewa w sercu mym stale stary Malcolm O’Brien O wolności, co murom zęby wyrywa krat
Ref. Jeszcze wezmę gitarę, by zaśpiewać wam pieśń…
|